Piękne a smutne – Biruang malajski

Biruang malajski to z pozoru nieporadny drapieżnik – a jednocześnie najmniejszy z niedźwiedzi. Jego ciało niemal w całości pokrywa ciemne futro. Klatkę piersiową zdobi jasna plama, układająca się w znak rozpoznawczy znanego superbohatera – Batmana. Każdy osobnik ma unikalny wzór, niczym ludzki odcisk palca. I nie jest to jedyna jego osobliwość. Biruangi nie tylko wspinają się na drzewa, lecz także budują w koronach tymczasowe „hamaki”, w których przesypiają noce. Posiadają również najdłuższy wśród niedźwiedzi język – dzięki niemu, niczym mrówkojad, potrafią sięgnąć po owady do najskrytszych zakamarków runa leśnego.

Mimo wrodzonej charyzmy i waleczności, ich los wydaje się przesądzony. Nad biruangiem wisi widmo utraty siedliska i kłusownictwa, a żeby tego było mało – w tradycyjnej medycynie Dalekiego Wschodu części jego ciała bywają uznawane za przedmioty o „magicznych” właściwościach. Przez to zainteresowanie biruangiem na czarnym rynku nie słabnie. Niemal z każdej strony czai się zagrożenie. Ów tajemniczy mieszkaniec tropikalnych lasów Azji Południowo-Wschodniej jest dziś krytycznie zagrożony. Stał się uosobieniem pytania, które zadają sobie także przyrodnicy na Borneo: czy w dzisiejszych czasach da się jeszcze skutecznie chronić gatunki zagrożone wyginięciem? O to samo pytamy w Wielkopolsce.

Podczas naszego pobytu w stacji naukowej DGFC uczestniczyliśmy między innymi w projekcie monitoringu biruanga malajskiego, prowadzonym przez doktorantkę Uniwersytetu w Cardiff, Rhiannon Peacock. Ta niezwykle zmotywowana i pełna empatii wobec borneańskiej przyrody badaczka pokazała nam, na czym polega monitoring w dżungli – gdzie wszystko, zawsze i wszędzie, jest gotowe spaść człowiekowi na kark i zostawić bolesny ślad.

Pracowaliśmy jako terenowi asystenci: kontrolowaliśmy fotopułapki oraz specjalne zestawy do pobierania próbek sierści w dolinie rzeki Kinabatangan. Wykorzystuje się do tego woreczek z przynętą zrobioną z pasty rybnej o bardzo intensywnym zapachu, który wiesza się na drzewie. Poniżej tego miejsca pień owija się taśmą z klejem. Gdy zwierzę sięga po przynętę, na lepie pozostaje sierść – to bezpieczny, nieinwazyjny sposób pozyskania materiału do badań genetycznych. Dzięki nim można poznać strukturę populacji, przepływ genów oraz różnorodność genetyczną gatunku. Dodatkowo nagrania z fotopułapek pozwalają zarejestrować unikalny wzór na klatce piersiowej.

Podczas pierwszej wspólnej kontroli jednej z powierzchni monitoringowych Rhiannon zauważyła świeże ślady pazurów na pniu drzewa (możecie zobaczyć to zdjęcie na wystawie). W jej oczach zabłysła radość, a wśród drzew rozniósł się okrzyk ekscytacji – była to pierwsza od początku projektu oznaka obecności biruanga w tym miejscu! Trzy miesiące oczekiwania oraz regularnych kontroli opłaciły się. Obserwując jej emocje, poczułem, że towarzyszę osobie o ogromnej pasji, a jednocześnie odczułem respekt wobec potęgi miejsca, w którym byliśmy. Odkrycie wywołało olbrzymie poruszenie w obozie, a sama badaczka rzuciła się na szyję profesorowi Benoîtowi, który również nie ukrywał radości. Znam aż za dobrze to uczucie – tak bliskie naszym sercom i wielkopolskim odkryciom.

Pobyt w DGFC i skromna asysta w pracy Rhiannon pozwoliły mi zrozumieć, że badania nad biruangiem malajskim są częścią większej układanki: planowania korytarzy migracyjnych, programów reintrodukcji oraz walki z handlem zagrożonymi gatunkami. Wyniki badań Rhiannon Peacock mają realną szansę przełożyć się na decyzje, które zadecydują o przetrwaniu tego niedźwiedzia w naturze.

Ostatni dzień naszego pobytu poświęciliśmy na odwiedziny w Bornean Sun Bear Conservation Centre w Sepiloku. Po świecie biruangów oprowadzał nas dr Wong Siew Te – światowej sławy specjalista, od lat walczący o ochronę tego gatunku. Opowiadał o pracy swojego zespołu i roli ośrodka, który ratuje niedźwiedzie z rąk kłusowników, a następnie przygotowuje je do powrotu na wolność. Często jest to bardzo długa droga. To doświadczenie dopełniło obraz, który pozostał w naszej pamięci po DGFC: Borneo to nie tylko piękna, bezkresna dzika przyroda, lecz także ludzie, którzy poświęcili życie, by ocalić jej mieszkańców.

Kartka z kalendarza, zdjęcie przedstawia ptaka z długim żółtym dziobem patrzącego w dół. Poniżej dni stycznia i opis tekstowy.

Kalendarz „Pomost na Borneo” do pobrania ze strony: https://zpkww.pl/edukacja/projekty-edukacyjne/pomost-na-borneo/